Zurych. Miasto, które łamie wszystkie stereotypy
03/02/2026
Jezioro Zuryskie to jedno z ulubionych miejsc wypoczynku mieszkańców. Latem cumują tu setki łodzi i żaglówek. Fot. Unsplash
Grossmünster to jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli Zurychu i punkt orientacyjny widoczny niemal z każdego miejsca w centrum. Fot. Unsplash
Zurych od strony wody. Historyczne centrum miasta najlepiej odkrywać spacerując wzdłuż rzeki Limmat. Fot. Unsplash
Między bankami a pastwiskami, między jeziorem a górami, w sercu Europy leży Zurych, przez mieszkańców w miejscowym dialekcie zwany Züri. „Nudny”, myślałem, choć nie wiedziałem o nim za dużo. Wiedziałem, że leży w niemieckojęzycznej części Szwajcarii, jest tam dużo banków, i że ma świetne lotnisko. To akurat sprawdziłem osobiście wiele razy, bo jest to doskonałe miejsce przesiadkowe do dalszych, głównie pozaeuropejskich podróży. Położone 13 kilometrów na północ od centrum miasta Zürich–Kloten Flughafen jest jednym z nowocześniejszych europejskich lotnisk i jedynym po którym jeździ… kolejka linowa. Mieszkańcy Zurychu są bardzo dumni ze Skymetro, bo jak mówią, jest to jedyne metro w ich mieście. Tak naprawdę łączy terminale A,B,C z najodleglejszym terminalem E, który znajduje się po drugiej stronie pasa startowego (tunel biegnie pod pasem startowym). I nie szkodzi, że ma tylko 1,1 km i tylko dwie stacje, początkową i końcową.
Niewielka metropolia o alpejskim charakterze
Zurych nie przypomina mi innych europejskich i światowych metropolii. Może dlatego, że jest niewielki. To najważniejsze miasto Szwajcarii, metropolia i centrum bankowego wszechświata ma w sobie coś z alpejskiej wioski. Przed główną stacją kolejową Hauptbahnhof w sezonie można spotkać narciarzy, może nie w pełnym rynsztunku, ale z nartami i kijkami na plecach. Taki miejscowy folklor, bo przecież, żeby dostać się z Zurichu na stoki potrzebna jest ledwie chwila. Świetnie skomunikowane nie tylko z innymi szwajcarskimi miastami, ale z całym światem miasto jest naprawdę dobrą bazą wypadową na pobliskie alpejskie stoki. Przy dobrej pogodzie pędząc do pracy w jednym z banków, czy gdziekolwiek indziej, czy po prostu spacerując po mieście, można dostrzec szczyty Alp Szwajcarskich. To zimą, a latem? Zurych, podobnie zresztą jak reszta kraju, zmienia się w jedno wielkie kąpielisko. W tygodniu każda plaża na jeziorem Zurychskim, albo nad rzeką Limmat przeżywa oblężenie. Szczególnie po szesnastej, kiedy pracownicy korporacji w końcu mogą odpocząć.
Zurych i jego dobrobyt
Czas prosperity miasta nastąpił w latach 20. XX wieku i z niewielkimi przerwami trwa do dzisiaj. Od wielu lat znajduje się w wielu rankingach zaczynających się na „naj”. Najsprytniejszych. Z najlepszym transportem i warunkami do życia. I oczywiście najdroższy. Wydaje się, że Zurych ma wszystkiego pod dostatkiem. Na pewno nie brakuje tu wody, która jest tak krystalicznie czysta, że można ją pić z licznych miejskich źródełek i fontann, kąpać się w jeziorze, rzekach i licznych basenach, takich jak choćby secesyjny Frauenbad „zacumowany” na zachodnim brzegu Limmat. Basen dla pań powstał w 1837 roku. Na secesyjnym kąpielisku na świeżym powietrzu kobiety mogą się kąpać, delektując się widokiem na Grossmünster, kościół Wasserkirche i sąsiednie Stare Miasto. Idealne miejsce dla fanek architektury!
W sercu miasta: Altstadt i Lindenhof
Wzdłuż brzegów Jeziora Zuryskiego, a także wzdłuż brzegów rzeki Limmat, wznoszą się mieszczańskie domy, XIX-wieczne kamienice, muzea, kościoły z charakterystycznymi wieżami oraz górujące nad miastem budynki Uniwersytetu Zuryskiego i Politechniki Zuryskiej. Do nich można dostać się nie tylko standardowymi środkami komunikacji lub pieszo, ale można też wjechać tam piękną czerwoną kolejką linowo-terenową. W ścisłym centrum znajduje się Altstadt, czyli Stare Miasto, przylegające do niego dzielnice Bellevue i City. Dalej są dzielnice przemysłowe Aussersihl i bardzo modna Zurich West. I tu dzieje się dokładnie to, co w innych europejskich miastach – pofabryczne gmachy przerabia się na lofty, biura i galerie handlowe.
Zanim jednak ruszymy na zwiedzanie odleglejszych od jeziora części, warto wspiąć się na Lindenhoff. To właśnie to miejsce na zachodnim brzegu rzeki Limmat jest geograficznym centrum Zurychu. Około 400 roku p.n.e. na tym terenie znajdowały się pierwsze osady celtyckie. Rzymianie zajęli dzisiejszy Lindenhof około 15 roku p.n.e., i na szczycie wzgórza zbudowali fort, który nazwali „Turicum”. Ta nazwa później przerodziła się w Zurych. Dzisiaj znajduje się tam zacieniony 500-letnimi lipami plac, na którym zbierają się okoliczne dzieciaki i miejscowi, którzy na wielkiej szachownicy rozgrywają swoje partie. Tutaj też znajduje się budynek szwajcarskich lóż masońskich, a fontanna upamiętnia kobiety, które w 1292 roku stawiły opór wojskom Albrechta I von Habsburga i ocaliły miasto.
Najdroższa ulica świata, która prowadzi nad jezioro
Najdroższa i najbardziej prestiżowa ulica świata czyli Bahnhofstrasse, również znajduje się w centrum miasta. Prestiżowa tylko nie jest jej nazwa, bo po polsku nazywałaby się po prostu ulicą Dworcową. A to zupełnie nie kojarzy się z luksusowymi butikami i głównymi siedzibami banków, a w kwestii ilości tych pierwszych na metr kwadratowy, Bahnhofstrasse ustępuje chyba tylko Polom Elizejskim w Paryżu. Półtorakilometrowa ulica prowadzi od dworca głównego w kierunku jeziora. Po Bahnhofstrasse nie można jeździć samochodem. Oprócz ruchu pieszego dopuszczony jest tam jedynie ruch tramwajowy. Nie ma na niej, podobnie jak na większości zuryskich ulic, znienawidzonej przez użytkowniczki szpilek kostki brukowej. Na drugim końcu tej eleganckiej ulicy znajduje się otwarty w 1887 roku Bürkliterrasse, mały park, w którym można usiąść i odpocząć w cieniu starych lip.
Spacer po starym mieście
Każdy kto pierwszy raz jest w Zurychu kieruje swoje kroki na Altstadt, czyli Stare Miasto. Najstarszą budowlą wznoszącą się w tej dzielnicy jest kościół św. Piotra, którego budowa rozpoczęła się w 800 roku. To jego wieża z zegarem, ogromnym, bo o średnicy 8,7 metra, jest jednym z najbardziej charakterystycznych punktów orientacyjnych w mieście. Dwie kolejne wieże, które kojarzy każdy, kto choć raz był w Zurychu, należą do wspomnianego już kościoła Grossmünster. Związana jest z nim legenda o św. Feliksie i św. Reguli, patronach Zurychu. Bracia nie chcieli wyrzec się swojej wiary i zostali ścięci. W miejscu, gdzie stracili głowy stoi dziś kościół Wasserkirche. 40 kroków od tego miejsca znajdował się ich grób i to właśnie na jego miejscu zbudowano Grossmünster.
Jest jeszcze jedna legenda związana z tym miejscem i z Karolem Wielkim. Ten podczas polowania miał zobaczyć białego jelenia i rzucić się za nim w pogoń. Goniąc go dotarł do grobu męczenników. Tu koń padł na kolana, a Karol postanowił wznieść świątynię. Ile prawdy kryją w sobie te legendy? Nie wiadomo, ale do Grossmünster i tak warto pójść, by zobaczyć zachowane kapitele romańskich kolumn i okna witrażowe autorstwa szwajcarskiego malarza Augusta Giacomettiego.
Kolejką na uczelnię
Nieco dalej od rzeki Limmat znajduje się dzielnica Bellevue. To tutaj znajdują się budynki Uniwersytetu Zuryskiego i Politechniki. Właściwie można powiedzieć, że górują nad miastem. A żeby do nich się dostać, można wspinać się, jechać na rowerze, czy samochodem (choć szwajcarzy starają się nie nadużywać samochodów), ale można też pojechać kolejką. Linowo-terenowym Polybahn, którego górna stacja znajduje się tuż obok głównego budynku Politechniki.
Nowoczesny Zurych i architektura światowej klasy
Szwajcarska architektura kojarzy się przede wszystkim z nazwiskami światowej sławy projektantów takich, jak Herzog & de Meuron (Szpital dziecięcy przy Lendggstrasse), Peter Zumthor (autor architektonicznego manifestu „Myśląc Architekturą”, Lekka Forma Zespołu Zumtobela), Valerio Oligiati (K+N Residence), Christian Kerez (Maherfamilienhaus, Doppelfamilienhaus) czy Santiago Calatrava (i jego łącząca przeszłość z przyszłością stacja Bahnhof Stadelhoffen) oraz ich wysublimowanymi, ikonicznymi budynkami.
Gdy myślimy o architekturze Szwajcarii przychodzą nam na myśl raczej stare, niewysokie, kolorowe i doskonale zachowane budynki. I takich w Zurychu nie brakuje. A jednak, gdy oddalimy się od ścisłego centrum, Zurych okazuje się miastem zaskakująco nowoczesnym i trochę… zwyczajnym.
Zurych w głowach artystów i myślicieli
Na koniec kilka nazwisk. Jeśli ktoś ma już dość spacerowania wzdłuż jeziora, nie chce robić zakupów na Bahnhofstrasse i sprawdzać z jaką częstotliwością jeżdżą niebieskie tramwaje (niebieski to kolor Zurychu) może ruszyć szlakiem znanych osób związanych z Zurychem. Może na przykład poszukać dzieł Augusto Giacomettiego.
Podpowiem, że dzięki jednemu z nich wizyta na posterunku policji nie musi być traumatycznym doświadczeniem. Jego wspaniałe freski zdobią bowiem halę wejściową przy Bahnhofquai. Gdyby ktoś wolał Marca Chagalla jego dzieł niech szuka w kościele Fraumunster. Pragniecie koloru? Na Dworcu Głównym w hali głównej wystarczy wysoko zadrzeć głowę. Pod sufitem wisi Nana jako anioł, rzeźba autorstwa Niki de Saint Phalle.
Nie wypada też nie trafić do Parku Chińskiego, żeby zobaczyć ostatnie dzieło Le Corbusiera, Centrum Le Corbusiera i do Kunsthaus, gdzie można zobaczyć wybitną, ale niezwykle kontrowersyjną kolekcję Emila Buhrle, który był najbogatszym Szwajcarem zakochanym w sztuce. Jego kolekcję nazywa się skażoną, gdyż część z obrazów, a są wśród nich dzieła Moneta, Renoira, Cezanne’a, Gaugina, Rembrandta, van Gogha została skradziona prawowitym właścicielom przez nazistów.
Za mało znanych nazwisk? W Zurychu można jeszcze pójść szlakiem Alberta Einsteina, Jamesa Joyce’a, Richarda Wagnera i Goethego. A jeśli ktoś już ma naprawdę dość wędrówek niech przysiądzie w secesyjnej Café Odeon. Tam na kawie i filozoficznych dysputach czas spędzali dadaiści (wszak Zurych był miejscem narodzin tego ruchu w sztuce), a także Benito Mussolini i Włodzimierz Lenin. Bywał tam też Adolf Hitler, ale do tego ostatniego nikt się nie przyznaje.